RSS
 

Koko koko całkiem spoko?

21 maj

Zbliża się Euro 2012, wielce wyczekiwane święto piłki nożnej, której współorganizujemy z Ukrainą. Z tej okazji pojawiły się niestety problemy z różnego rodzaju piosenkami, mającymi promować tą imprezę. Polskim hymnem stał się kawałek Jarzębinek, pogardliwie komentowany „jaki kraj, taka Waka Waka”, lecz przy tym porównaniu zapominamy o kilku rzeczach.

 

Otóż utwór Shakiry promujący zawody Pucharu Świata w piłce nożnej muzycznie próbował przywoływać słuchaczom obraz miejsca, w którym impreza ma mieć miejsce – czyli Afryki. Pojawiły się więc afrykańskie bębny, instrumenty i ogółem – próba oddania klimatu. Tymczasem u nas narzeka się na Jarzębinki, które chyba jako jedyne próbowały choć trochę nawiązać do polskiego folkloru (choć dla mnie to nadal jest minimalne nawiązanie). Nic nie poradzimy na to, że mamy taki a nie inny folklor, nie brzmiący tak świetnie jak afrykański. Choć i tak uważam, że w dobrych rękach z naszego folkloru można by zrobić fajne, wpadające w ucho i w miarę ambitne kawałki (tak z lekka tylko liryczny folklor reprezentują genialni „Chłopcy konta Basia”, zachwycam się nimi od kawałka czasu ).

 

Co ciekawe, mało kto chyba zwrócił uwagę na oficjalny hit promujący całe Euro 2012, wybrany chyba przez UEFA. Czarnoskóra wokalistka (która doszukała się chyba jakiś polskich korzeni w swojej rodzinie) jest „idealnym” odzwierciedleniem Polski i Ukrainy. W końcu to kraje głównie z czarnoskórymi mieszkańcami… W klipie mamy krótki wstęp kręcony chyba na starówce w Warszawie, z białymi piłkarzami, lecz po góra 15 sekundach przenosimy się na bardzo polską, egzotyczną plażę z palmami i (przepraszam za określenie) murzynami, odbijającymi piłkę do nogi oraz tańczącymi z Oceaną ( są też tancerki – również czarne). Pojawiają się potem wstawki z naszego kraju, lecz dominuje obraz palm i tańczących murzynów. Ten iście polski hit ( z zerowym nawiązaniem do naszej kultury ), oraz prawdziwie polski klip promuje nas w Europie robiąc nam niestety oszukaną reklamę ( na miejscu kibiców z zagranicy domagałbym się zwrotu kasy za bilety, gdyż w Polsce nie ma takich egzotycznych plaż, oraz świetnych, czarnoskórych tancerzy i barmanów). Klip znajdziecie tutaj : Oceana

 

I tak na sam koniec, dwa zdania refleksji. Mam dziwne odczucie, że niejako wstydzimy się ( a przynajmniej część kraju ) własnej kultury, folkloru, tego co polskie, bo w naszych oczach nie przystaje to do tych pięknych lub czadowych folklorów głównie zachodnich. Ja na szczęście jestem fanem polskości, czytanie o staropolskich zwyczajach i wierzeniach, oraz liczne projekty muzyczne, próbujące w z lekka nowoczesny sposób pokazać to co nas odróżnia od innych napawają mnie dumą i radością. I oby takich inicjatyw było więcej.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Welcome back!

14 maj

I znów wróciłem, a powrotów miałem już kilka w życiu. Z blogowaniem u mnie jest tak, że gdy już naprawdę mam dosyć i myślę czy nie pożegnać się z tym na wieki, to dzieje się coś, co każe mi pisać dalej. I oto jestem.

Nie wiem czy przypadnie wam do gustu nowy wygląd (przyznać muszę że nowy blog.pl daje spore możliwości ), z czasem pomyślę nad własnym szablonem.

Tak dodam jeszcze, że piszę jak szalony. Klawisze prawie mi już odpadają od stukania w nie, lecz w końcu mam chęć i pomysł na opowiadania. Kto wie kiedy znów najdzie mnie wena, odbijająca się negatywnie na nauce i pracach zaliczeniowych.

Zatem witam was znów, kto wie – może ktoś jeszcze będzie to czytał.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Na tapczanie siedzi…

29 sty

Miała powstać  notka inteligentna, publicystyczna i zaangażowana w obronie wolności słowa. Wszystkie moje plany pokrzyżowało jednak pewne zwierzątko. Do zeszłego tygodnia wydawało mi się, że hoduje moje śliczne kotki, sunię i świnkę morską, lecz tuż przed pierwszym kolokwium dało o sobie znać jeszcze jedno zwierzę. Przeciągnęło się, zapukało grzecznie w futrynę drzwi, komunikując "Ja tu wciąż jestem, nigdzie się nie ruszyłem (swoją drogą nie wiem jak miałbym się gdziekolwiek przemieścić, to wymaga tyyyyyllleeee eneeeeeergiii i chęęęęęęciiii)". Tja, leniwiec pospolity się obudził.  

 
Normalnie nie narzekam na mojego lenia za bardzo, chyba że wpadam akurat w okres, w którym mam sporo zobowiązań na głowie. I nie narzekałbym pewnie teraz, gdybym nie planował zdać wszystkie egzaminy we wcześniejszych terminach. A tak, cytując tekst z jednego z profili na facebooku "ta kartka z notatkami jest taaaaka ciężka". Z drugiej strony, nawet jak przymuszam się do nauki, to nic mi w głowie nie zostaje. 

Lenistwo me jest o tyle silne, że nawet nie wypakowuje plecaka. Jakby kogoś interesował skrypt z sakramentologii, moje notatki z wszystkich przedmiotów, czy książka o Dostojewskim – proszę bardzo – wszystko tam jest, jeździ ze mną i za nic w świecie nie chce mi się tego wypakowywać  i przenosić na półkę. Niby coś tam robię-  uczę się, ale po każdej godzinie muszę zrobić sobie 2 godziny przerwy (najlepiej na My Little Pony: Friendship is Magic – tak, odmóżdżam się tym, albo Fineasza i Ferba, yay! ) 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 
  • RSS